sobota, 17 października 2015

"Coś optymistycznego": Sobota, 17 października 2015 i kontynuacja tematu dwunastego




Dzięki "Bóg nie umarł"!


Wracamy do refleksji o naszym sumieniu.
Pan Bóg jest naprawdę cool. Na samym początku, przy stworzeniu, obdarował nas zwierzętami, roślinami, całym pięknem tego świata, dał możliwość przekazywania życia (jesli nie rodziłyby się dzieci, to gdyby Adam i Ewa umarli, kto cieszyłby się wszystkim, co jest dobre? A wszystko, co zapoczątkował Kochany jest dobre :) ), a, według mnie (podkreślam moje zdanie) na starcie życia daje każdemu z nas takie wypasione auto. DAJE.
Nie mówi: "to auto kosztuje X zł w iluś tam ratach". Od nas zależy jego wykorzystanie- mamy wolną wolę, ale też ten dar trzeba w sobie rozwijać.
Wiadomo, w naszej ziemskiej "jeździe" tym "autem" zdarzają się wypadki- łapiemy gumę, psuje się jakaś część- to normalne. Nie jesteśmy niezniszczalni.
Nie będę Wam mówić, że jak coś się psuje to trzeba iść to naprawić, bo to już wiecie. Skupmy więc nasze refleksje nad tym, jeśli dobrowolnie psujemy nasze auto.
Nie mówię tu teraz do nikogo po nazwisku. Przyznaję, że ja też popełniam ciężkie grzechy. Jeśli komuś jeszcze się to nie zdarzyło- wielkie gratulacje. Oby tak dalej.
Podam taki oto przykład: parkujemy nasz pojazd (mowa tu cały czas o sumieniu) w miejscu niedozwolonym. Napis tak wyraźny, że aż straszy: "Tu nie można parkować!". Myślimy: ale może nam się uda. Stawiamy auto, i co? Kapeć zamiast opony...
Dobrowolnie sobie zaszkodziliśmy. Czy nie podobnie jest z grzechami?
Pan Bóg Miłosierny wszystko nam wybaczy. Wystarczy przyjść szczerze gotowym i nastawionym na Jego przebaczenie. Ale po co to robić? (w sensie po co z własnej woli grzeszyć, gdybyśmy się dobrze nie zrozumieli :) ).
Oprócz chwilowej satysfakcji, że dopiekliśmy nielubianej koleżance, przyjemności z zapalenia papierosa lub uciechy w stylu: "dobrze mu tak, ma za swoje!" (to tylko przykłady, nie przypisujcie ich w żadnym wypadku sobie), nie zostaje po tym uczynku żaden dobry ślad. Raczej zranienie, później blizna.
Czy zdajemy sobie sprawę, ile tych ran, ile blizn jest zadawane co dzień Panu Bogu? Całe mnóstwo...
Myślę tak sobie teraz: jak można dobrowolnie robić coś złego? Można. Bo winy są, w moim odczuciu, nieraz wygodne.
Myślę, że lepiej stawać regularnie do "przeglądu sumienia" z mniejszą liczbą grzechów (bo, włączyła mi się tutaj taka "chrześcijańska kalkulacja": skoro akt pokutny odpuszcza grzechy lekkie, to na spowiedzi jest już automatycznie mniej ;) ), niż z tak wieeelkim rachunkiem, w którym też są nasze dobrowolne popsucia :)

A co Wy na to? :)

Dobranoc, Julka
(Post był edytowany, edycja zakończona w niedzielę o 01:05)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz